-Nie uciekniesz przede mną Davino.. - usłyszałam głos niosący się po ciemnym lesie. Biegłam już dosyć długo. Powinnam ich zgubić. Nie to nie możliwe... w końcu ścigają mnie od 3 lat. Zawsze jakoś uciekam. Teraz nie dam chyba rady. Musisz... mówiłam sobie. dasz radę .. nie masz innego wyjścia.. po prostu biegnij. Nie oglądaj się. Moje nogi były już dosyc zmęczone. Próbowałam jak najszybciej biec. Kolana zaczęły mi się już uginac. Potknęłam się o duży wystający korzeń. Runęłam na ziemie.
Usłyszałam ich silne nogi uderzające o ziemie. Trzy lata poszły na marne. Czekałam już na śmierć na nic innego, bo nic innego mnie już nie czeka... Rozmyślanie nad moim końcem przerwała mi ciemna postać. Postać stanęła prosto i rozłożyła ręce na boki na wysokości ramion. Nagle zerwał się silny wiatr. Kolejny raz umykasz mi Davino. Nie powtórzy się to znowu... Znowu gadał tą swoją mocą telepatyczną.. Wiatr wiał z wielką siłą.. Przez chwilę myślałam że mnie podniesie. dosłownie. I tak jak nagle zaczął wiac, tak nagle przestał. Postac ubrana na czarno odwrociła się do mnie i... to był chłopak. Uśmiechnął się i powiedział.
-Jestem Kellan. - patrzyłam na niego przez chwile świdrując go wzrokiem.
-A ja Davina.- powiedziałam i świat przed oczami zaczął się ściemniać. Odpłynęłam w ciemność. Zemdlałam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz