sobota, 22 listopada 2014

wtorek, 18 listopada 2014

Part 2

-Przestań! Słyszysz?! Masz przestać. - krzyczała Hope. - Oni są po naszej stronie. Nie wszyscy są źli. Słyszysz?
Spojrzałam na nią i jej oczy ... Płakała. Ona mówi prawdę. Wchłonęłam magię z powrotem do siebie a krzyki ucichła. Trójka upadła na podłogę płacząc i jęcząc z bólu.
Nie mogę tu zostać, a tym bardziej im ufać. Hope spojrzała na Kellana a on jedynie kiwnął głową i złapał mnie za ramie i zaciągnął na górę. Nie był już taki miły. Jego twarz była na pięta a brwi i usta ściągnięte. To nie moja wina, działałam impulsywnie. Kiedy to pomyślałam on wciągnął mnie do pokoju w którym wcześniej spałam.
-Nie możesz tak robić! Nie naszym przyjaciołom. - Krzyknął. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na niego.
-Ależ mogę.. To gatunki których nienawidzę, dobrze o tym wiedzieliście i nadal mnie pchaliście do nich. Może myśleliście, że nie mam jeszcze sił. Mam. Odzyskałam je już kiedy Hope użyła swojej do zniszczenia mojej tarczy, a ty czytałeś jej i mnie w myślach. - Spojrzał na mnie zdumiony.
-Ale..
-Ale jak? Hmm.. nie wiem. Jest tak od zawsze, kiedy ktoś używa przy mnie magi ja ją przechwycam jeśli chce. - Kellan wyglądam na zdziwionego.
-Pierwszy raz słyszę coś takiego... -Odchrząknął..- Tak czy siak, jeśli chcesz naszej pomocy, bo myślimy że jej chcesz, nie możesz tak się zachowywać. Nie możesz krzywdzić innych. Rozumiesz?-spojrzał mi w oczy i świdrował wzrokiem.
-Tak. Ale dopóki nie wejdą mi w drogę. Muszę odpocząć i odejdę. A wtedy więcej mnie nie zobaczycie.
Chłopak spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami, które teraz wydawały się smutne. Zgarnął włosy z oczu i spoważniał.
-Dobrze. - i wyszedł zostawiając mnie samą.
Rozejrzałam się po pokoju, był nie wielki i stary. Spojrzałam na zegar ścienny. Było w pół do 7 wieczorem. Za oknem widać było las, który powoli ginął w mroku zaczynającego się wieczoru. Usiadłam na parapecie. Hope powiedziała że mnie tu nie znajdą. Myli się, on mnie znajdzie wszędzie. Jak by istniało takie miejsce gdzie mogę się ukryć już dawno bym się tak znalazła, może nawet moja rodzina by jeszcze żyła.
Zamknęłam oczy, muszę być silna i nie mogę okazywać słabości. Z letargu wyrwało mnie pukanie do drzwi.
Otworzyłam drzwi magią. Stał za nimi chłopak o czarnych włosach i oczach tak czarnych że aż strasznych.
-Kim jesteś? - Zapytałam przerażona. A on tylko uśmiechnął się ironicznie.
-Jestem William. - usiadł na łóżku. - mam cię pilnować.
Zaczęłam świdrować go wzrokiem.
-Nawet nie próbuj rzucać na mnie jakiegoś miernego zaklęcia. Nawet nie twoje zaklęcia nie będą wiedziały kim jestem jeśli nie zechce. - Spojrzałam przerażona na niego.
-To.. Kim jesteś?
-Jestem Hybrydą. - Otworzyłam szerzej oczy. W myślach tylko krzyczałam imię Kellana, żeby tu przybiegł. -Mam cię pilnować, żebyś nic nikomu oraz sobie nie zrobiła.
Usłyszałam że ktoś głośno biegnie po schodach. Blondyn wpadł do pokoju zdyszany i przerażony.
-Co się dzieję? - Spytał mnie. Hybryda tylko zmarszczyła brwi i spojrzała się na mnie.
-Nie chcę go tu.
-Przykro mi. Nikt inny nie będzie potrafił cię okiełznać, zwłaszcza po tym pokazie jaki dałaś w salonie. -powiedział wrednie William.
Spojrzałam na Kellana. Kim on właściwie jest? 
Hybrydą.
A dokładniej? 
-Połączeniem wampira z czarownicą. Hybryd jest wiele, różnych rodzai i różnie zmieszanych.- powiedział już żeby wszystko słyszał czarnowłosy.
-Uh.. Po co on tu teraz przyszedł?
-Miał się zapytać, jak się czujesz i co u ciebie. A nie cię straszyć. - spojrzał na Williama, który tylko przewrócił oczami. - Muszę iść. Poradzisz sobie Davi.
Wyszedł a ja tylko otworzyłam szeroko oczy i otworzyłam usta ze zdziwienia. Nikt nigdy nie zdrabniał mojego imienia. Usłyszałam jeszcze jego śmiech na korytarzu.

-Więc jesteś hybrydą...
-Tak bardzo groźną podobno. Dla mnie groźna hybryda była by z wilkołaka i wampira. Jak Marshall.
-Nie wspominaj o nim w moim otoczeniu. Nigdy...

poniedziałek, 27 stycznia 2014

Part 1.

Kiedy się obudziłam nie byłam w swoim pokoju, ani nawet w żadnych miejsc, w który się zatrzymywałam uciekając przed idiotycznymi wilkołakami i zmiennokształtnymi. Nienawidzę ich zniszczyli mi życie. Usłyszałam ściszone głosy i kroki. Zamknęłam oczy udając że śpie. Mogłabym zaatakować z zaskoczenia...
-Nawet o ty nie myśl... Wiem, że nie śpisz. -powiedział męski głos, nie brzmiało to groźnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętą buzie.
-Kim ty...? Jak ty... ?
-Ahh.... nie pamiętasz ... Pomogłem ci wczoraj .. Kellan.. Kellan Blue.  - ukłonił się lekko. Byłam czujna. Nie chce dać się zwieść. Faktycznie przypominam coś sobie. Przyjrzałam mu się badawczo. - Pewnie zastanawiasz się skąd wiedziałem, co myślisz i że nie śpisz...? - pokiwałam lekko głową.
- Wiec.... hmm... jak by to.. Jestem.. właśnie nie wiem jak to nazwac.. Jestem taki jak ty.. Ale też potrafię czytac ludziom i nie tylko w myślach. Potrafię też usmarzyc im mózg- Uśmiechnął się .. Drgnęłam.. Chciałam zerwac się z łóżka ale ból głowy - o nie... nie bój się. Nic ci nie zrobię.
-Jesteś.. taki jak ja? - to pytanie przywróciło mi wspomnienie z lasu.
-Znasz już odpowiec.
-Skąd wiesz jaka ja jestem ? - spytałam patrząc mu prosto w oczy.
-Twoje oczy.... - pytająco przekrzywiłam głowę. - Opowiem ci potem dobrze? Teraz pozwól że zajmę się twoim bólem głowy ... - zamknął oczy i wyciągnął rękę w moją stronę, na wysokości głowy. Ból... on się nasilił, Kellan ... on chciał mi czaszkę bólem rozerwać? Zaczęłam krzyczeć. Złapałam się za głowę. A potem ból zniknął.
-Czy ty chciałeś mnie zabić? - zapytałam wpatrując się niego.
-nie...
-Wiesz, że ja to mogę zrobić? Mogę sprawić, że przez ból , który wsadzę ci do czaszki będziesz błagał, bym przestała.
-Ja chciałem pomóc!
-Wiem. Chciałam tylko żebyś wiedział. - nastała cisza. Ktoś bieg przez korytarz i właśnie wszedł do pokoju. Oderwałam wzrok od Kellana i spojrzałam na obcą.
-Co to był za krzyk ?
-Leczyłem ją... - obca pokiwała głową i ruszyła w moją stronę. Ogradzając ją ode mnie stworzyłam tarczę siłową, przez którą nie mogła przejść. Odbiła się od niej i spojrzała na mnie zdziwiona.
-Nie jestem wrogiem Daviono Sullivan, chce pomóc. - skupiałam się bardzo żeby tarcza nie opadła. Właściwie skąd ona mnie zna? Nie zawracałam sobie tym głowy na razie. Dziewczyna machnęła tylko ręką i podeszła do łóżka.-
-Jak ty to zrobiła? To nie możliwe było...
-Teraz... w twoim obecnym stanie było. Wiesz kim jestem? - pokręciłam głową. - Jestem Hope. Opowiesz jak się tu znalazłaś? - patrzyłam na nią dość długo. Nie jest moim wrogiem. Ale nie wiem czy mogę jej ufać.
-Tak. Co chcesz wiedziec?
-Jak się tu znalazłaś i czemu jesteś taka wyczerpana?
-Uciekałam. Długo. Przed... kimś...
-Wiem przed kim .. Sama przez to przechodziłam. Tutaj cię nie znajdą. A.. twoja rodzina?
-Nie mam.. Zamordowali wszystkich. Moich rodziców kiedy miałam 10 lat. Przez kolejne 3 opiekowała się mną babcia.Ją też zabili. Wtedy zaczęłam uciekac.  Aż do teraz...
-Kto ich pozabijał.? -wtrącił Kellan. Spojrzałam twardo na niego.
-Marshall, jego zmiennokształtni i wilkołaki. Nienawidzę ich... - Hope i Kellan wymienili spojrzenia.
-Eh .. głodna ? -spytała Hope.
-Tak ... - za chwile zorientowałam się co mówię...- nie wiem .. nie wiem czy mogę Ci ufac.. tobie i innym.
- Mi... możesz.. Zaufaj pomożemy ci... A.. skąd wiesz że są inni? - zapytała zdumiona.
-Czuje ich aurę. Twoja i jego jest niby przyjazna... Ale jako czarownica możesz ją zmienic.
-Oh... Davino ja nawet nie wiedziałam. Możesz mi ufac .. naprawde.. musisz przestac byc taka podejrzliwa.. Chodź na dół..
Schodząc po schodach rozmawiałam z Hope i Kellanem. Dziewczyna miała długie, sięgające do pasa rude włosy. Była szczupła i nieco wyższa ode mnie. Jej oczy ... są dziwne. Jedno miodowe a drugie  wściekło zielone. Chłopaka miał blond włosy lekko opadające na oczy, które były koloru niebieskiego. Był przystojny. Mocne rysy. Lekko wystające kości policzkowe... Przestań! On słyszy twoje myśli.. Nie przestawaj być czujna.! Spojrzałam na Kellana.. Uśmiecha się .. Czyli słyszał... Weszłam do kuchni zdumiona że nikogo w niej nie ma.. Zatem gdzie inni ?
-Są w pomieszczeniu obok. - powiedział blondyn.. Idiota - pomyślałam A on zrobił zbolałą minę.  Kiedy napełniłam wystarczająco brzuch  Hope powiedziała, że muszę poznać resztę. Siedząc jeszcze przy stole w kuchni zaczęła mówić:
-W naszej grupie są różne ...gatunki, że tak powiem. Są wiedźmy, magowie, telepaci ... - wstała i ruszyła w stronę drzwi obok szłam za nią a za mną Kellan. - ... jasno widzowie, wampiry, wilkołaki i zmiennokształtni.
-Czekaj co.. ?!- powiedziałam kiedy weszliśmy do środka. Zobaczyłam duży pokój. Było tam dużo ludzi...-Nie nawiedzę zmiennych i wilkołaków - powiedziałam i zaczęłam mówic w myślach zaklęcie demaskujące. Zauważyłam dwóch chłopaków i jedną dziewczynę. Dwóch zmiennych jeden wilkołak. Rozpoznałam bo zaklęcie którego używam na zdemaskowanie łaka i zmiennych powoduje że ich aura zmienia się świeci bardziej intensywnie.. w przypadku łaków na czerwono a zmiennych na fioletowo... Oczy wszystkich były wpatrzone we mnie z przerażeniem. Sprawiłam że krew tej trójki zaczęła wrzeć, a ból który umieściłam  w ich głowie napierał z taką siłą że wszystko w około znikało i nic nie słyszeli.. Zaczęli krzyczec. To był głośny pełen bólu krzyk. Hope jęknęła z przerażenia...

czwartek, 23 stycznia 2014

Prolog.

-Nie uciekniesz przede mną Davino.. - usłyszałam głos niosący się po ciemnym lesie. Biegłam już dosyć długo. Powinnam ich zgubić. Nie to nie możliwe... w końcu ścigają mnie od 3 lat. Zawsze jakoś uciekam. Teraz nie dam chyba rady. Musisz... mówiłam sobie. dasz radę .. nie masz innego wyjścia.. po prostu biegnij. Nie oglądaj się. Moje nogi były już dosyc zmęczone. Próbowałam jak najszybciej biec. Kolana zaczęły mi się już uginac. Potknęłam się o duży wystający korzeń. Runęłam na ziemie.
Usłyszałam ich silne nogi uderzające o ziemie. Trzy lata poszły na marne. Czekałam już na śmierć na nic innego, bo nic innego mnie już nie czeka... Rozmyślanie nad moim końcem przerwała mi ciemna postać. Postać stanęła prosto i rozłożyła ręce na boki na wysokości ramion. Nagle zerwał się silny wiatr.  Kolejny raz umykasz mi Davino. Nie powtórzy się to znowu... Znowu gadał tą swoją mocą telepatyczną.. Wiatr wiał z wielką siłą.. Przez chwilę myślałam że mnie podniesie. dosłownie. I tak jak nagle zaczął wiac, tak nagle przestał. Postac ubrana na czarno odwrociła się do mnie i... to był chłopak. Uśmiechnął się i powiedział.
-Jestem Kellan. - patrzyłam na niego przez chwile świdrując go wzrokiem.
-A ja Davina.- powiedziałam i świat przed oczami zaczął się ściemniać. Odpłynęłam w ciemność. Zemdlałam.

Obserwatorzy