Kiedy się obudziłam nie byłam w swoim pokoju, ani nawet w żadnych miejsc, w który się zatrzymywałam uciekając przed idiotycznymi wilkołakami i zmiennokształtnymi. Nienawidzę ich zniszczyli mi życie. Usłyszałam ściszone głosy i kroki. Zamknęłam oczy udając że śpie. Mogłabym zaatakować z zaskoczenia...
-Nawet o ty nie myśl... Wiem, że nie śpisz. -powiedział męski głos, nie brzmiało to groźnie. Otworzyłam oczy i zobaczyłam uśmiechniętą buzie.
-Kim ty...? Jak ty... ?
-Ahh.... nie pamiętasz ... Pomogłem ci wczoraj .. Kellan.. Kellan Blue. - ukłonił się lekko. Byłam czujna. Nie chce dać się zwieść. Faktycznie przypominam coś sobie. Przyjrzałam mu się badawczo. - Pewnie zastanawiasz się skąd wiedziałem, co myślisz i że nie śpisz...? - pokiwałam lekko głową.
- Wiec.... hmm... jak by to.. Jestem.. właśnie nie wiem jak to nazwac.. Jestem taki jak ty.. Ale też potrafię czytac ludziom i nie tylko w myślach. Potrafię też usmarzyc im mózg- Uśmiechnął się .. Drgnęłam.. Chciałam zerwac się z łóżka ale ból głowy - o nie... nie bój się. Nic ci nie zrobię.
-Jesteś.. taki jak ja? - to pytanie przywróciło mi wspomnienie z lasu.
-Znasz już odpowiec.
-Skąd wiesz jaka ja jestem ? - spytałam patrząc mu prosto w oczy.
-Twoje oczy.... - pytająco przekrzywiłam głowę. - Opowiem ci potem dobrze? Teraz pozwól że zajmę się twoim bólem głowy ... - zamknął oczy i wyciągnął rękę w moją stronę, na wysokości głowy. Ból... on się nasilił, Kellan ... on chciał mi czaszkę bólem rozerwać? Zaczęłam krzyczeć. Złapałam się za głowę. A potem ból zniknął.
-Czy ty chciałeś mnie zabić? - zapytałam wpatrując się niego.
-nie...
-Wiesz, że ja to mogę zrobić? Mogę sprawić, że przez ból , który wsadzę ci do czaszki będziesz błagał, bym przestała.
-Ja chciałem pomóc!
-Wiem. Chciałam tylko żebyś wiedział. - nastała cisza. Ktoś bieg przez korytarz i właśnie wszedł do pokoju. Oderwałam wzrok od Kellana i spojrzałam na obcą.
-Co to był za krzyk ?
-Leczyłem ją... - obca pokiwała głową i ruszyła w moją stronę. Ogradzając ją ode mnie stworzyłam tarczę siłową, przez którą nie mogła przejść. Odbiła się od niej i spojrzała na mnie zdziwiona.
-Nie jestem wrogiem Daviono Sullivan, chce pomóc. - skupiałam się bardzo żeby tarcza nie opadła. Właściwie skąd ona mnie zna? Nie zawracałam sobie tym głowy na razie. Dziewczyna machnęła tylko ręką i podeszła do łóżka.-
-Jak ty to zrobiła? To nie możliwe było...
-Teraz... w twoim obecnym stanie było. Wiesz kim jestem? - pokręciłam głową. - Jestem Hope. Opowiesz jak się tu znalazłaś? - patrzyłam na nią dość długo. Nie jest moim wrogiem. Ale nie wiem czy mogę jej ufać.
-Tak. Co chcesz wiedziec?
-Jak się tu znalazłaś i czemu jesteś taka wyczerpana?
-Uciekałam. Długo. Przed... kimś...
-Wiem przed kim .. Sama przez to przechodziłam. Tutaj cię nie znajdą. A.. twoja rodzina?
-Nie mam.. Zamordowali wszystkich. Moich rodziców kiedy miałam 10 lat. Przez kolejne 3 opiekowała się mną babcia.Ją też zabili. Wtedy zaczęłam uciekac. Aż do teraz...
-Kto ich pozabijał.? -wtrącił Kellan. Spojrzałam twardo na niego.
-Marshall, jego zmiennokształtni i wilkołaki. Nienawidzę ich... - Hope i Kellan wymienili spojrzenia.
-Eh .. głodna ? -spytała Hope.
-Tak ... - za chwile zorientowałam się co mówię...- nie wiem .. nie wiem czy mogę Ci ufac.. tobie i innym.
- Mi... możesz.. Zaufaj pomożemy ci... A.. skąd wiesz że są inni? - zapytała zdumiona.
-Czuje ich aurę. Twoja i jego jest niby przyjazna... Ale jako czarownica możesz ją zmienic.
-Oh... Davino ja nawet nie wiedziałam. Możesz mi ufac .. naprawde.. musisz przestac byc taka podejrzliwa.. Chodź na dół..
Schodząc po schodach rozmawiałam z Hope i Kellanem. Dziewczyna miała długie, sięgające do pasa rude włosy. Była szczupła i nieco wyższa ode mnie. Jej oczy ... są dziwne. Jedno miodowe a drugie wściekło zielone. Chłopaka miał blond włosy lekko opadające na oczy, które były koloru niebieskiego. Był przystojny. Mocne rysy. Lekko wystające kości policzkowe... Przestań! On słyszy twoje myśli.. Nie przestawaj być czujna.! Spojrzałam na Kellana.. Uśmiecha się .. Czyli słyszał... Weszłam do kuchni zdumiona że nikogo w niej nie ma.. Zatem gdzie inni ?
-Są w pomieszczeniu obok. - powiedział blondyn.. Idiota - pomyślałam A on zrobił zbolałą minę. Kiedy napełniłam wystarczająco brzuch Hope powiedziała, że muszę poznać resztę. Siedząc jeszcze przy stole w kuchni zaczęła mówić:
-W naszej grupie są różne ...gatunki, że tak powiem. Są wiedźmy, magowie, telepaci ... - wstała i ruszyła w stronę drzwi obok szłam za nią a za mną Kellan. - ... jasno widzowie, wampiry, wilkołaki i zmiennokształtni.
-Czekaj co.. ?!- powiedziałam kiedy weszliśmy do środka. Zobaczyłam duży pokój. Było tam dużo ludzi...-Nie nawiedzę zmiennych i wilkołaków - powiedziałam i zaczęłam mówic w myślach zaklęcie demaskujące. Zauważyłam dwóch chłopaków i jedną dziewczynę. Dwóch zmiennych jeden wilkołak. Rozpoznałam bo zaklęcie którego używam na zdemaskowanie łaka i zmiennych powoduje że ich aura zmienia się świeci bardziej intensywnie.. w przypadku łaków na czerwono a zmiennych na fioletowo... Oczy wszystkich były wpatrzone we mnie z przerażeniem. Sprawiłam że krew tej trójki zaczęła wrzeć, a ból który umieściłam w ich głowie napierał z taką siłą że wszystko w około znikało i nic nie słyszeli.. Zaczęli krzyczec. To był głośny pełen bólu krzyk. Hope jęknęła z przerażenia...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz