wtorek, 18 listopada 2014

Part 2

-Przestań! Słyszysz?! Masz przestać. - krzyczała Hope. - Oni są po naszej stronie. Nie wszyscy są źli. Słyszysz?
Spojrzałam na nią i jej oczy ... Płakała. Ona mówi prawdę. Wchłonęłam magię z powrotem do siebie a krzyki ucichła. Trójka upadła na podłogę płacząc i jęcząc z bólu.
Nie mogę tu zostać, a tym bardziej im ufać. Hope spojrzała na Kellana a on jedynie kiwnął głową i złapał mnie za ramie i zaciągnął na górę. Nie był już taki miły. Jego twarz była na pięta a brwi i usta ściągnięte. To nie moja wina, działałam impulsywnie. Kiedy to pomyślałam on wciągnął mnie do pokoju w którym wcześniej spałam.
-Nie możesz tak robić! Nie naszym przyjaciołom. - Krzyknął. Usiadłam na łóżku i spojrzałam na niego.
-Ależ mogę.. To gatunki których nienawidzę, dobrze o tym wiedzieliście i nadal mnie pchaliście do nich. Może myśleliście, że nie mam jeszcze sił. Mam. Odzyskałam je już kiedy Hope użyła swojej do zniszczenia mojej tarczy, a ty czytałeś jej i mnie w myślach. - Spojrzał na mnie zdumiony.
-Ale..
-Ale jak? Hmm.. nie wiem. Jest tak od zawsze, kiedy ktoś używa przy mnie magi ja ją przechwycam jeśli chce. - Kellan wyglądam na zdziwionego.
-Pierwszy raz słyszę coś takiego... -Odchrząknął..- Tak czy siak, jeśli chcesz naszej pomocy, bo myślimy że jej chcesz, nie możesz tak się zachowywać. Nie możesz krzywdzić innych. Rozumiesz?-spojrzał mi w oczy i świdrował wzrokiem.
-Tak. Ale dopóki nie wejdą mi w drogę. Muszę odpocząć i odejdę. A wtedy więcej mnie nie zobaczycie.
Chłopak spojrzał na mnie swoimi niebieskimi oczami, które teraz wydawały się smutne. Zgarnął włosy z oczu i spoważniał.
-Dobrze. - i wyszedł zostawiając mnie samą.
Rozejrzałam się po pokoju, był nie wielki i stary. Spojrzałam na zegar ścienny. Było w pół do 7 wieczorem. Za oknem widać było las, który powoli ginął w mroku zaczynającego się wieczoru. Usiadłam na parapecie. Hope powiedziała że mnie tu nie znajdą. Myli się, on mnie znajdzie wszędzie. Jak by istniało takie miejsce gdzie mogę się ukryć już dawno bym się tak znalazła, może nawet moja rodzina by jeszcze żyła.
Zamknęłam oczy, muszę być silna i nie mogę okazywać słabości. Z letargu wyrwało mnie pukanie do drzwi.
Otworzyłam drzwi magią. Stał za nimi chłopak o czarnych włosach i oczach tak czarnych że aż strasznych.
-Kim jesteś? - Zapytałam przerażona. A on tylko uśmiechnął się ironicznie.
-Jestem William. - usiadł na łóżku. - mam cię pilnować.
Zaczęłam świdrować go wzrokiem.
-Nawet nie próbuj rzucać na mnie jakiegoś miernego zaklęcia. Nawet nie twoje zaklęcia nie będą wiedziały kim jestem jeśli nie zechce. - Spojrzałam przerażona na niego.
-To.. Kim jesteś?
-Jestem Hybrydą. - Otworzyłam szerzej oczy. W myślach tylko krzyczałam imię Kellana, żeby tu przybiegł. -Mam cię pilnować, żebyś nic nikomu oraz sobie nie zrobiła.
Usłyszałam że ktoś głośno biegnie po schodach. Blondyn wpadł do pokoju zdyszany i przerażony.
-Co się dzieję? - Spytał mnie. Hybryda tylko zmarszczyła brwi i spojrzała się na mnie.
-Nie chcę go tu.
-Przykro mi. Nikt inny nie będzie potrafił cię okiełznać, zwłaszcza po tym pokazie jaki dałaś w salonie. -powiedział wrednie William.
Spojrzałam na Kellana. Kim on właściwie jest? 
Hybrydą.
A dokładniej? 
-Połączeniem wampira z czarownicą. Hybryd jest wiele, różnych rodzai i różnie zmieszanych.- powiedział już żeby wszystko słyszał czarnowłosy.
-Uh.. Po co on tu teraz przyszedł?
-Miał się zapytać, jak się czujesz i co u ciebie. A nie cię straszyć. - spojrzał na Williama, który tylko przewrócił oczami. - Muszę iść. Poradzisz sobie Davi.
Wyszedł a ja tylko otworzyłam szeroko oczy i otworzyłam usta ze zdziwienia. Nikt nigdy nie zdrabniał mojego imienia. Usłyszałam jeszcze jego śmiech na korytarzu.

-Więc jesteś hybrydą...
-Tak bardzo groźną podobno. Dla mnie groźna hybryda była by z wilkołaka i wampira. Jak Marshall.
-Nie wspominaj o nim w moim otoczeniu. Nigdy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Obserwatorzy